Rozdział
25
- Ciszej!!!
krzyknęłam, budząc się. Nad moją głową krzątał się Lou, próbując ogarnąć salon po wczorajszym. Jak można się domyśleć: spałam na kanapie. Usiadłam, kładąc nogi na podłodze. Omal nie zdeptałam Harrego, tulącego się do mojej ręki. (co za dowód miłości xd) delikatnie wyrwałam od niego moją lewą kończynę, rozglądając się po tym czymś- bo mieszkaniem teraz nie można było tego nazwać. Dalej, leżała Ana przytulająca butelkę po gorzkiej żołądkowej. Wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu oraz pudełka po napojach i opakowania po żarciu. Gdzie niegdzie wisiały lub leżały części naszej garderoby. Bez skojarzeń. Nie urządziliśmy sobie tutaj jakiegoś seksu zbiorowego, słoneczka czy siedem minut w piekiełku. Chociaż co do tego ostatniego to nie jestem pewna czy jakieś konkretne osoby nie urządziły sobie tego we własnym pokoju. Mniejsza, najwyżej zostanę ciocią. Reszty domowników nigdzie nie zauważyłam.
- gdzie reszta?- spytałam szeptem Tommo przecierając oczy.
-nie mam pojęcia.- wzruszył ramionami.- pamiętasz coś z wczoraj?
-nie. Ale robiłam zdjęcia. Ciekawo co się działo.- uśmiechnęłam się.- zwłaszcza z tobą i naszą kochaną brunetką. Nie widziałam was wczoraj przez dłuższy czas.- podniosłam do góry jedną brew, a mój uśmiech przerodził się w bardziej chytry.
- no co? Gadaliśmy.
- ooo. Jakie to słodkie. Skoro gadaliście- nakreśliłam cudzysłów w powietrzu- to czemu Ana ma na sobie twoje bokserki?
Pokazałam głową na dziewczynę. Spod jej spódniczki wystawały czarne gacie Tomlinsona. Policzki chłopaka oblały się rumieńcem. Wstałam chwiejnym krokiem i podeszłam do chłopaka szepcząc słowa: oj Tommo, Tommo... zabrałam z podłogi pudełka po mojej ulubionej pizzy. Poszłam do kuchni i włożyłam kartony do worka na śmieci. Zaczęłam szukać po półkach tak bardzo potrzebnej mi aspiryny na ból głowy, czasami przeklinając, że jej nie ma.
- cholera!- krzyknęłam trzaskając ostatnią przejrzaną szafką.
-tego szukasz?- zapytał Louis.
Trzymał w ręku opakowanie tabletek, a zaraz potem jedna z nich wylądowała w szklance z wodą powodując charakterystyczne 'syczenie'. Wypiłam zawartość szklanki, następnie odchyliłam głowę do tyłu, głęboko oddychając i modląc się, aby mój żołądek przestał zabawiać się na karuzeli.
Uprzątnęłam z Lou salon. Poszłam na górę, przeszukaliśmy cały dom, lecz odnaleźliśmy tylko Liama i Danielle, smacznie śpiących w łóżku mojego kuzyna. Żadnych śladów po Niallu, Zaynie oraz Vanessie. Żadnych wiadomości. Kompletna pustka.
Mój kac powoli ustępował, a ja próbowałam żyć (znowu) jak dziewczyna Lokatego. Po śniadaniu, wykąpaniu się itp. zamknęłam się w swoim pokoju przeglądając w internecie newsy. Minęła kolejna godzina. Czas dłużył się w nieskończoność. Zaczynałam się mocno denerwować o przyjaciół.
Znudzona zamknęłam ekran laptopa. Rozległo się pukanie do drzwi. Nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, chłopak z bujnymi lokami i ślicznym uśmiechem stał za mną, obejmując mnie w talii i szepcząc do ucha tym swoim lekko ochrypłym głosem z natury:
- nie za bardzo pamiętam, więc postanowiłem zapytać. Dostałaś może wczoraj od swojego przystojnego, seksownego i inteligentnego chłopaka urodzinowego całusa?
- tak, dostałam.- wywróciłam oczami.
Akurat to zapamiętałam. Na 18-sce pod koniec imprezy zamknęliśmy się u Harrego na parę minut, ewentualnie paręnaście, aby 'wręczył' mi ten 'prezent'. Nadal przechodzą przeze mnie ciarki jak przypomnę sobie jego pocałunki na swoich ustach i szyi oraz wspólne zupełnie niewinne pieszczoty.
- to może czas na drugi buziak?
Z przypominania sobie tych jakże miłych chwil wyrwał mnie mój chłopak, który odnalazł moje usta swoimi. Odwróciłam się przodem do niego i odwzajemniałam pocałunki, pogłębiając je. Nie mam pojęcia co się ze mną działo. Tak jakby to byłam ja, ale także zupełnie ktoś inny. Tak jakbym chciała nadrobić ten stracony czas, kiedy nie byliśmy razem.
Harry nie przestając mnie całować, usiadł na skraju łóżka, a ja okrakiem na jego kolanach. W tym momencie tworzyliśmy niemal jedność. Nie jestem pewna czy ktokolwiek rozpoznałby, gdzie jest moje ciało, a gdzie jego, tak bardzo do siebie przywarliśmy. Odchyliłam głowę do tyłu i pozwoliłam zdjąć z siebie top, kiedy usłyszałam jak ktoś ziewa... ?
- to ktoś na dole.
Mruknął mój chłopak zauważając moje zainteresowanie, ale już po chwili wrócił do pieszczot. Przez moment też tak pomyślałam, lecz ten odgłos pochodził z przeciwnego kierunku: z podwórka. Troszeczkę niespokojna wstałam, założyłam na siebie z powrotem bluzkę i spojrzałam na Hazzę. On z rezygnacją wypisaną mu na twarzy podszedł do okna balkonowego. Ja szłam za nim. Otworzył okno, a ja prawie ze strachu umarłam. Na balkonie leżeli Vanessa i Zayn wtuleni w siebie.
- jak się tu znaleźliście?!- wykrzyknęłam, bo zauważyłam że Mulat przymruża oczy.
- nie pamiętam. - wymamrotał pod nosem.
Zrobiłam facepalma, a Harry zaczął się śmiać jak najebany.
______________________________________________________________________
PRZEPRASZAM. może od tego zacznę. po wielkim wysiłku coś napisałam i mam nadzieję że <po raz 2> blokada twórcza mnie ominęła. ;) następny wpis to będą odpowiedzi na zadane nam pytania <komentarz do poprzedniego wpisu Mrs. X ;3> w końcu coś się dzieje w moim jakże skomplikowanym życiu więc nie mogę wam obiecać że następny rozdział dodam np. za 2 dni. Ale postaram się jak najszybciej.
hahahaha nie ma to jak śpiewać z mamusią 'we are the champions' po wygranym meczu piłki ręcznej. Kocham was chłopaki! a teraz nam, czyli mi i mamie troszeczkę odbija więc pozwólcie, że zakończę ten wpis mojej mamy ulubioną piosenką oooooloool-> klik
Szkoda, że tak rzadko piszesz ale jak juz piszesz to ♥♥♥
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, postaram się częściej dodawać nowe rozdziały. ;) + mi też szkoda tylko, że z powodu nadmiaru weny twórczej o północy, kiedy już prawie śpię XD ♥
UsuńNo nareszcie tej ! Balkon hahahhahahahah <3 - V.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że się tobie podoba! Ważne jest dla mnie twoje zdanie V. ♥
Usuń