poniedziałek, 23 lipca 2012

Rozdział 2


Obudziłam się o 10.05. Chwilę jeszcze poleżałam, żeby uświadomić sobie co mi wczoraj mama powiedziała. Poszłam do łazienki i wykonałam wszystkie czynności jakie robi się w tym pomieszczeniu. Nigdzie się dzisiaj nie wybieram więc założyłam na siebie to i uczesałam włosy w wysoki kucyk. Postanowiłam nie męczyć oczu makijażem. Zgłodniałam. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Wczoraj, z powodu mojego lenistwa nie spakowałam się i mam na to coraz mniej czasu. Udałam się do mojego pokoju, wzięłam walizkę i poręczną torbę oraz listę, na której miałam zapisane co wziąć. Zaczęłam od ubrań. Nie mogłam wziąć wszystkich i przez to, musiałam zdecydować. Było to mega trudne, bo mam wielki sentyment do ubrań. Następnie zajęłam się butami, aparatem fotograficznym, płytami i takimi tam duperelami. Po 3 godzinach męki z trudem dopięłam swoją walizkę. Niestety została jeszcze podręczna torba. Spakowałam wszystkie potrzebne dokumenty i portfel z kasą. Dołożyłam do tego butelkę wody. Telefon  podejrzewam że jeszcze będę używać więc zostawiłam tą rzecz na biurku. -Niech to szlag! Powiedziałam sama do siebie. Jak zwykle zapomniałam czegoś spakować. Poszłam do łazienki i zapakowałam kosmetyki, szczoteczkę, pastę, balsamy itp. Wróciłam do pokoju i rozpięłam walizkę.  Włożyłam do niej siatkę z tymi wszystkimi rzeczami. Spróbowałam domknąć tą cholerną walizkę, ale dupa. Zaczęłam krzyczeć na cały dom. -MAMO! MAMO! CHODŹ TU PROSZĘ!!! Po 5 minutach darcia się moja rodzicielka odwiedziła mój jakże zacny pokój.
-co się stało?!- spytała.
-nie mogę domknąć walizki.- powiedziałam to z oczami ala kota ze shrek'a.
Czterdziestolatka wybuchła niepohamowanym śmiechem. Po paru minutach uspokoiła się i kazała mi usiąść na torbę. Posłusznie wykonałam polecenie. Przy dopinaniu prawie by się zamek rozjebał, ale jakimś cudem tylko na mojej prawej ręce powstała rysa zadrapania. 3O minut pracy i udało się. Byłam wykończona.
-Michaela może pójdziemy na jakiś obiad, co?
-jasne tylko daj mi godzinkę na odświeżenie się, okay?
-okay.- odpowiedziała i wyszła.
Wzięłam z szafy sukienkę w kwiaty, do tego 10 cm szpilki i poszłam do łazienki. Podejrzewam, że najwięcej czasu właśnie tam spędzam. No cóż lubię dbać o siebie zwłaszcza jak mam na to czas. :) Wzięłam gorącą, relaksującą kąpiel. Ubrałam wcześniej przygotowane ubranie i podkręciłam włosy lokówką. Następnie zrobiłam eyelinerem  czarne, dość grube kreski na powiekach, usta podkreśliłam krwistoczerwoną szminką, nałożyłam róż na policzki. Z mojej szkatułki wyjęłam zdobiony pierścionek i naszyjnik- sowę. Mama oznajmiła mi, że będzie czekać w samochodzie. Wzięłam czarną kopertówkę i zamknęłam za sobą drzwi od domu na klucz.
-ślicznie wyglądasz- skomentowała, gdy wsiadałam do samochodu.
-dzięki, ty też, mamo.-posłałam jej uśmiech -a tak w ogóle gdzie jedziemy?
-do Herbowej.
Dojechałyśmy w wyznaczone miejsce w ciągu 2o minut.
Usiadłyśmy przy wolnym stoliku przy oknie i złożyliśmy zamówienie, gdy przyszedł kelner. Oby dwie zamówiłyśmy naleśniki z czekoladą i owocami. Kelner szybko zrealizował zamówienie i już po chwili byłyśmy po sytym obiedzie. Zapłaciłyśmy i wyszliśmy z restauracji.
-może się przejdziemy?- zaproponowałam.
-dobrze- moja towarzyszka uśmiechnęła się do mnie.
Szłyśmy w ciszy. Dręczyło mnie jedno ważne pytanie.
-mamo- zatrzymałam się -poradzisz sobie jak mnie nie będzie w Polsce?- maiłam wątpliwości. Od wielu lat żyjemy razem. Nie mamy tutaj nikogo bliskiego.
-oczywiście. Nie martw się o mnie.- uśmiechnęła się do mnie -usiądziemy? - pokazała mi ławeczkę niedaleko parku.
-jasne. Postaram się wrócić jak najprędzej.
-Michaela, posłuchaj mnie. Masz się dobrze bawić. Nie martw się o mnie. Dam sobie radę. Zostań w Londynie ile będziesz chciała.- poczułam jej wzrok na sobie. -chodź tu. -spojrzałam w jej kierunku. miała otwarte ramiona. Wtuliłam się w nią. Owszem często się kłócę z mamą o błahe  lub bardziej poważne sprawy, ale bywały też takie chwile.
-mamo, jak będziesz miała w czymś problem albo  jak będziesz mnie potrzebowała to zadzwoń do mnie żebym przyleciała, okay?
-dobrze córeczko.- ścisnęła mnie jeszcze bardziej jakby bała się że wyjeżdżam na zawsze i odsunęła mnie od siebie – a teraz musimy już wracać bo obawiam się że może padać.
Miała rację. Niebo pokryło się ciemnymi chmurami zapowiadającymi deszcz. W milczeniu wróciłyśmy na parking po samochód, a potem pojechałyśmy do domu. Po powrocie od razu poszłam do mojego pokoju i się położyłam na łóżko. Miałam mieszane odczucia. Z jednej strony będzie mi jej brakować w Wielkiej Brytanii, ale z drugiej strony wiem , że Liam sprawi abym nie tęskniła tak bardzo. Przecież nie jadę tam na całe życie tylko na parę miesięcy. Zaczął padać deszcz. Wsłuchiwałam się w krople spadające na parapet, nawet nie wiem kiedy zasnęłam..
***
-Michaela! Michaela!- jakaś osoba stała nad moim łóżkiem i mną potrząsała.
-co?- zapytałam zaspanym głosem, nie otwierając powiek.
-już 4.30, wstawaj bo spóźnisz się na samolot.
Podziałało. Zerwałam się z wygodnego łóżka, jak poparzona. Zrobiłam aż wielkie oczy co musiało wyglądać komicznie. Wparowałam do łazienki niczym tornado, o mały włos bym się zabiła przed drzwiami. Oczywiście wczoraj padłam jak mucha i nie przebrałam się nawet w piżamę. W ekstremalnym tempie umyłam się, ubrałam w bokserkę, szorty i czarne szpilki, wyprostowałam włosy i wzięłam walizki z mojego pokoju. Po drodze wzięłam jabłko i jakieś dwa batoniki na drogę. Ubrałam czarną, skórzaną kurtkę i czapkę z daszkiem. Do torby wrzuciłam komórkę i moje 'drugie śniadanie', ugryzłam jabłko i trzymając je w  moim uzębieniu, wzięłam walizki  i wyszłam z domu. Mama wyszła za mną i zakluczyła dom. Pomogła mi wsadzić walizkę do bagażnika, a potem ruszyłyśmy na lotnisko.
-która godzina?- spytałam lekko zdyszana.
-5.05, mamy czas- uśmiechnęła się do mnie. od razu to odwzajemniłam. Dość szybko dojechałyśmy na miejsce, a ja w międzyczasie zjadłam moje 'wielkie śniadanie'. Odebrałam bilet i udałam się wraz z moją mamą do poczekalni. Była dopiero 5.40, a samolot startował równo o 6.00.
-odbierze ciebie Liam z lotniska?
-nie, nie mówiłam mu nic. Chcę mu zrobić niespodziankę.-odpowiedziałam.
Jakiś nieznany mi głos ogłosił, że samolot już czeka. Uściskałam ostatni raz mamę i pocałowałam w policzek.
-kocham cię mamo, jakby coś się działo to dzwoń.
-jasne. Ja ciebie też kocham. Pozdrów Liama.
Dałam bilet kasjerowi i przeszłam przez dłuuuuuugi korytarz. Po 15 minutach wystartował. Włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam moje ulubione radio- the hits radio. Akurat leciała piosenka 'what makes you beautiful'. Od razu pojawił mi się banan na twarzy. Za 2 godziny będę w Londynie- pomyślałam. Po pogodzie poznałam, że zapowiada się  ciepły, wakacyjny dzień.
________________________________________________________________________________
hej. :) co tu napisać? xd
może to, że to opowiadanie jest przede wszystkim oparte na moich marzeniach, ale również na faktach. jestem podobna do bohaterki i piszę tu niektóre wydarzenia, sytuacje, zdania z mojego życia. czytając to możecie się o mnie dużo dowiedzieć i oczywiście co mi siedzi w głowie. chociaż nie jestem pewna czy ktoś tam by chciał zaglądać. :D jak już wcześniej napisałam następne rozdziały postaram się dodawać co około 2 dni. mam jeszcze taka prośbę:  zostaw po sobie jakiś ślad, najlepiej w postaci komentarza. :)

4 komentarze: