Rozdział 28
W pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Liam przyszedł
do mnie z gorącą czekoladą. Jaki on kochany, cieszę się, że mam
takiego kuzyna i przyjaciela w jednej osobie.. Podał mi jeden z
nich. Rozsiedliśmy się wygodnie na łóżku, napawając się
smakiem i zapachem napoju. Od razu przypomniały mi się lata naszego
dzieciństwa.
-pamiętasz jak kiedyś, całe dnie spędzaliśmy razem?
Tylko ty i ja. - spytał niemal czytając mi w myślach.
- Taaa. - odpowiedziałam krótko, nadal wędrując
myślami daleko w przeszłość. - Fajnie wtedy było... Mieliśmy
może z 12 lat i się ciągle kłóciliśmy....... no a potem
godziliśmy.- dodałam rozśmieszona tymi wspomnieniami, kiwając
na boki głową i upijając duży łyk czekolady.
Przestaliśmy cichutko chichotać, spojrzeliśmy na
siebie i znowu lekko zachichotaliśmy.
- hmmm.. a pamiętasz jak myślałaś, że w parku była
taka górka do zjeżdżania, a ty w nią wpadłaś po samą szyję,
bo ona była taka puchowa? Musiałem cię z niej wyciągać.. -
zaśmiał się.
- to nie było śmieszne.- zaprzeczyłam przez śmiech.
-No tak trochę było. - odparł śmiejąc mi się
prosto w twarz. Wybuchłam jeszcze głośniejszym śmiechem.
-no fakt, ale tylko tak troszeczkę. - odparłam.
Siedzieliśmy tak i wspominaliśmy stare, dobre czasy
może z godzinkę, dwie? Sama nie wiem, straciłam poczucie czasu. Na
niektóre wspomnienia, zwłaszcza moje oczy przeżywały dość
konkretną powódź, ponieważ wiedziałam, że to już nigdy nie
wróci. Liam zgrywał jak zwykle twardziela, ale znałam go zbyt
długo, żeby nie zobaczyć pojedynczych kropelek wypływających z
jego oczu, które szybko maskował. Za chwilę jednak śmialiśmy się
tak głośno, że 'zatroskani' nasi przyjaciele wpadali, aby spytać
czy "na pewno nie potrzebujemy zobaczenia się z psychiatrą?" lub
też czy "przynieść nam kaftany bezpieczeństwa?".
Czas biegł jednak nieubłaganie. Po dość długiej
rozmowie chłopak wstał, pożegnał się ze mną cmoknięciem w
policzek oraz mówiąc przy tym „Miłych snów”, a potem udał
się do swojej dziewczyny.
Dochodziła północ, a ja nadal nie mogłam zasnąć
przez burzę, która szalała poza domem. Może to się wydać
głupie, lecz po prostu się bałam. Lekko się podniosłam i
spróbowałam włączyć lampkę nocną. „Cholera!”- syknęłam
sama do siebie, gdy zorientowałam się, że nie ma prądu. Po omacku
wyszłam z pokoju, schodząc po schodach i trafiając do kuchni.
Właśnie nalewałam sobie soku do szklanki, to znaczy
tak mi się wydaję, bo było ciemno jak w dupie, kiedy ktoś pchnął
mnie na podłogę, razem ze mną się przewracając i powodując tym
samym zbicie szklanki oraz wylanie soku na podłogę. Nie mówiąc
już o moim krzyku. Usiadł na mnie okrakiem i jak dzikie zwierzę
zaczął mnie szarpać. W końcu przybliżył swoją twarz do mojej
tak, że nasze nosy się ze sobą stykały i można powiedzieć, że
wydarł mi się prosto w usta:
-Michaela?!
-tak, a niby kto?- spytałam nadal nic nie rozumiejąc.-
Louis?! Co ty wyprawiasz?!! jeszcze chwila i byś miał mnie na
sumieniu, jeśli wiesz o co mi chodzi..
Zmieszany pomógł mi wstać oraz wytarł sok z podłogi.
L:Sorry, myślałem, że to złodziej.
M:Myślisz, że złodziej byłby w piżamie i nalewał
sobie soku?! Chyba te marchewki wyssały ci mózg, no chyba, że
zrobiła ci to Ana....
L:haha bardzo śmieszne. To ja może już wrócę do
pokoju...- odparł szeptem, czyli tak jak cały czas teraz
rozmawialiśmy.
Przymrużając oczy, aby spróbować zrozumieć jego tok
myślenia zrobiłam facepalma.
-Lou?
-tak?
-jesteś idiotą.
-wiem, ale za to mnie przecież kochacie. No i dzięki
temu, że wszyscy jesteśmy pojebani, tworzymy taką idealną,
pojebaną rodzinkę.
Odpowiedział, wchodząc już po schodach i się cicho
śmiejąc. Wróciłam do swojej wcześniejszej czynności. Po
parunastu chwilach poczułam, że mnie ktoś przytula i szepcze do
ucha „Nie bój się, to ja”. Rozpoznałam głos Hazzy.
-boisz się?- spytał.
-oczywiście, że nie.- skłamałam, czując jak moje
policzki oblewają się rumieńcem.
Za oknami błysło się oraz zagrzmiało. Podskoczyłam
niczym moje serce w tej samej chwili i szybko wtuliłam się w
chłopaka.
-No może jednak troszeczkę...- przyznałam ledwo
słyszalnym szeptem.
Zaśmiał się i nic nie powiedział, tylko mocniej mnie
przytulił, abym poczuła się bezpiecznie. I tak też się stało. Z
powrotem stałam się senna. Mój chłopak czując to, zaprowadził
mnie do pokoju.
-no to... Dobranoc, kochanie.- powiedział, kiedy
kładłam się z powrotem do ciepłego, pachnącego łóżeczka.
-Nie zostaniesz?
-Mówiłaś, że dzisiaj śpię sam, więc....
Znowu zagrzmiało.
-Tak, jasne. Mówię różne bzdury. Na przykład, od
roku mówię sobie, że od jutra się odchudzam. No i co?
Gdziekolwiek jestem, pożeram wszystko na swojej drodze, jak
odkurzacz. Ughhhh... No chodź już do mnie.
Uśmiechnął się zwycięsko i położył się obok
mnie.
-nie jesteś gruba. Jak dla mnie jesteś piękna. No i
przynajmniej mam się do czego przytulić, a nie jak to masz w
zwyczaju mówić:” Z tyłu plecy i z przodu plecy”.
-Też się cieszę, Hazza...- odpowiedziałam,
zasypiając.
Jak przez mgłę słyszałam, jak cicho powiedział:”Ja
się cieszę mocniej, uwierz mi”. Nie wiem czy to był już sen,
czy też na serio tak powiedział, ale wywołało to uśmiech na
moich wargach. Przynajmniej wiem, że podobam się swojemu
chłopakowi.
-wiesz, że śpię nago?- spytał.
Momentalnie otworzyłam oczy. Mimo, że nie zaczęłam
drżeć się na całe gardło, uwierzcie mi, w środku darłam się
jak opętana.
-Że co?! Harry, ubieraj się!!!- krzykłam na niego.
-Żartowałem, mała... Jak chcesz możesz to
sprawdzić.
Nie widziałam tego, lecz czułam, że się uśmiecha.
Po chwili wahania, zsunęłam ręką z jego klatki piersiowej na
krocze. Rzeczywiście miał bokserki. Uffff..
Czułe pocałunki w okolicach mojej szyi. Pisałam Wam
już, że to uwielbiam? Jeśli nie, no to napisze. Ja pierdziele jak
ja to uwielbiam! Były one bardzo, bardzo, BARDZO czułe.
Najcudowniejszy sen na świecie.
Chociaż czy we śnie było by mi zimno w odkrytą nogę?
No właśnie, raczej nie. Bijąc się z myślami, otworzyłam ciężkie
jak nigdy powieki. To nie sen, to mój chłopak. NO I WTEDY TO SIĘ
STAŁO. Zrozumiałam, że nadal trzymam rękę, no powiedzmy, że po
tej przeciwnej stronie niż pośladki. No, ten, no, ten teges....
chyba rozumiecie, co nie? XD jednak nie musiało to trwać zbyt
długo, bo Harry się odezwał.
-Sprawdziłaś to.
-Tak, bo chcę się do ciebie przytulić bez
jakichkolwiek konsekwencji.- odpowiedziałam.
-Niby jesteś taką niewinną i grzeczną dziewczynką, a
dotykasz mojej Hazzacondy.
-Po prostu sprawdziłam, czy rzeczywiście żartujesz.
-Podoba mi się i wersja grzecznej oraz niewinnej
Michaeli, jak i wersja niegrzecznej...- ciągnął dalej swoje.
-Dobranoc, Hazza.- urwałam poirytowana i z rumieńcami
na policzkach rozmowę.
-A buziak na dobranoc?- odezwał się po krótkiej
ciszy.
Podniosłam się z jego torsu i nim ciężko
westchnęłam, obdarzyłam go czułym całusem.
-Dobranoc, kochanie.- rzekł po czym, zaczął
delikatnie wędrować opuszkami palców po moich plecach. Wdychałam
zapach jego skóry, próbując zapomnieć o grzmotach i błyskawicach.
Nareszcie udało mi się odpłynąć do krainy snów, w rytmie bicia
serca mojego ukochanego.
____________________________________________
Nanananananana
witajcie! :*
Rozdział nie uważam, za najlepszy, ale na serio się starałam.
Dedykuje go mojej kochanej, pięknej, najlepszej i jedynej w swoim rodzaju Van. Dziękuje Ci za wszystko, bejb! ;3 :*
Jebie mnie dzisiaj kompletnie!
Tak na walentynki to powiem Wam, że was wszystkich kocham i że bym Was chętnie wszystkich przytuliła. <3
jebnij Smile For Meeeee!
a i przepraszam za te durne teksty w rozdziale #lol
Powrót do staroci:
SPECJALNIE DLA V.
Van, pamiętasz nasze szkolne dyskoteki? ;3 na początku było między nami różnie, potem się polepszyło... I strasznie się z tego powodu cieszę. Jesteś jedną z niewielu osób, które wiedzą o mnie najwięcej. No i co jeszcze... Stęskniłam się za naszym wspólnym wracaniem do domu.
Krótka notka specjalnie dla ciebie, ode mnie na twoje urodziny, które będą za 5 dni. HAPPY BIRTHDAY! Niech Harry będzie ojcem twoich dzieci!
#jebiemnielol
łe jezu kocham cię <3 Takie kochane no *-* scena w kuchni z Lou najlepsza <3 hahahah - Van <3
OdpowiedzUsuń+ Dziękuje za życzenia i tag Hazza będzie ojcem moich dzieci <3 hahahha - Van.
OdpowiedzUsuńsuper czekam na nastepne <33
OdpowiedzUsuńCUDOWNY!!! dawaj szybko next :D
OdpowiedzUsuńSoGood. :D Uwielbiam, jak zwykle. Jeden z najlepszych rozdziałów. ;) <3
OdpowiedzUsuń