Rozdział 12
-jestem w raju- pomyślałam.
Przed moimi oczami ukazało się duże pomieszczenie, całe w lustrach. W jednym kącie znajdowały się instrumenty: gitara, fortepian, perkusja. Oprócz tego było kilka mikrofonów. Wszędzie dookoła znajdowały się duże głośniki. A no i oczywiście sprzęt DJ Malika. :) okropnie mnie korciło, aby coś zagrać, zaśpiewać. Serce chciało tego, ale rozum podpowiadał mi coś innego. Wybrałam głos serca. Zawsze się nim kierowałam i przeważnie zawsze było dobrze. Dlaczego niby teraz bym nie miała się nim kierować?
Usiadłam przy pięknym czarno- białym fortepianie. Zaczęłam grać dobrze mi znaną piosenkę 'the climb' . Głos płynął prosto z mojego serca. Przypomniało mi się jak 2 lata temu śpiewałam tę samą piosenkę, patrząc w niebo i zastanawiając się czemu mój tata odszedł na drugi, może lepszy świat. Gdyby nie zdjęcia, to pewnie nie wiedziałabym jak wyglądał. Zginął w wypadku samochodowym jak miałam nie całe 3 latka. Brakowało mi go i nadal brakuje. Momentalnie popłynął z moich oczu strumień łez. Myślałam nad tekstem tej piosenki. Tak idealnie do mnie pasował. Skończyłam śpiewać, ale łzy nadal spływały po moich policzkach. Poczułam na swoim ramieniu ciepłą rękę Liama. Tylko on wiedział co ta piosenka dla mnie znaczyła, po co ją śpiewam. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, chcąc się ukryć w jego ramionach przed całym światem. Nic nie mówił tylko gładził ręką moje włosy. To mnie uspokajało. Powoli przestawałam szlochać. Liam lekko odsunął mnie od siebie, otarł ostatnie moje łzy i uśmiechnął się nieznacznie.
-brakowało mi ciebie i twojego głosu przez ten cały czas kiedy byłaś w Polsce.- powiedział patrząc w moje paczadełka.
-mi ciebie też brakowało. Dziękuję.- znowu wtuliłam się w niego.
-za co?
-za to że jesteś przy mnie, że byłeś i że mogę na ciebie zawsze liczyć.
Ścisnęłam go jeszcze bardziej, a potem się od niego odsunęłam.
~ 2 godziny później ~
czekałam już w parku. Była 12.52. kupiłam loda czekoladowego i usiadłam na ławeczce. Po 5 minutach spostrzegłam Danielle. Przywitałyśmy się i stwierdziłyśmy, że pójdziemy w stronę jakiejś sceny, którą właśnie budowali.
-no opowiadaj.- zaczęła rozmowę Dan.
-ale co?- dobrze wiedziałam o co jej chodzi, ale chciałam ją potrzymać w niepewności.
-no o wczorajszym wieczorze. Jak z Harrym? Co ci powiedział? Gdzie zabrał?
-a dobrze.- odpowiedziałam udając obojętną.- zabrał mnie na jakąś polanę koło jeziora. No i ...- urwałam.
-no i …?- dziewczyna widocznie się niecierpliwiła.
-i jesteśmy razem!!!- wykrzyczałam.
Zaczęłyśmy krzyczeć i skakać. Kilkoro ludzi przechodzących obok nas się dziwnie gapili. A co my jakieś zmutowane małpy i zamiast uszu mamy nogi przy głowie?!! coraz więcej par oczu było skupione na nas. Musiałyśmy się opanować.
-Michaela?
-hmm?
-nie sądzisz że to wszystko za szybko się dzieję?
Spojrzała na moją zdezorientowaną minę i raczyła mnie oświecić.
-no ty i Hazza. Prawie nic o sobie nie wiecie...
zamyśliłam się. Miała rację, też nad tym myślałam. Dan czekała na odpowiedź. Nie wiedziałam co o tym sądzić, więc wzruszyłam obojętnie ramionami. Chciała coś jeszcze dodać do naszej rozmowy, ale telefon ją wyprzedził.
-halo?
Ktoś jej odpowiedział, a na jej ustach pojawił się uśmiech.
-a to ty Liam czekaj przełączę na głośnomówiący.- dziewczyna przystawiła komórkę do ust.- no co tam kiedy przyjdziecie?
-no właśnie dzwonię w tej sprawie. Będziemy trochę szybciej. A właściwie to już jesteśmy w parku, a dokładniej koło sceny a wy gdzie jesteście?- zakończył swój monolog.
Rozejrzałam się dookoła. Zauważyłam scenę, a potem tych pięciu wariatów. Danielle jeszcze nie odpowiedziała, więc wtrąciłam się do rozmowy.
-spójrz w prawo.- powiedziałam do telefonu.
Liam posłusznie wykonał moje polecenie.
-okay. Widzę was. Za chwilę tam będziemy.- powiedział i rozłączył się.
Mój kuzyn powiedział coś chłopakom. Wszyscy spojrzeli się w naszą stronę i zaczęli biec. Harry dodatkowo się jeszcze wyjebał. Haha. Jaką miał minę. Dosłownie w 1 minutę do nas dolecieli. Musieli się rzecz jasna z nami przywitać bo nie widzieli mnie aż 2 godziny. Ściskali mnie i Dan. Hazza dotarł jako ostatni, przytulił szatynkę i podszedł do mnie. Nie wiem czemu ale akurat teraz przypomniał mi się jego upadek. Wybuchłam śmiechem. Każdy popatrzył na mnie miną typu 'WTF?!'. Opanowałam trochę śmiech i wydusiłam z siebie:
-zacny upadek Haroldzie. Z pewnością nie piłeś dzisiaj red bull'a, bo grawitacja ciebie coś za mocno przyciąga. Chyba że mnie zdradzasz i lubisz takie bliskie kontakty z glebą. Ale uważaj bo nie tylko ja mogę być zazdrosna. Gleba podobno jest w związku z trawą. Na twoim miejscu bym się opanowała z tą bliskością.
Zaczęłam się znowu śmiać, a razem ze mną każdy oprócz Loczka. Ten tylko strzelił focha. No niech to szlag. Teraz go muszę ślicznie przeprosić, bo nie wpuści mnie do pokoju.
-oj no Harry no. Nie gniewaj się. Nie jestem zazdrosna. Mogę cię pocieszyć. Czasami wpadam na drzewo, też mam z nimi bliski kontakt a ty wcale o to nie musisz być zazdrosny.
Pohamowałam śmiech. Jednak reszcie się to nie udało. Zbliżyłam się do mojego chłopaka i cmoknęłam go w usta. Od razu się uśmiechnął, a wszyscy zrobili głośne 'uuu'. Odwróciłam się do nich i zapytałam:
-to co robimy?
-tu niedaleko jest wypożyczalnia rowerów- Lou pokazał mi duży budynek.
-to może jakiś wyścig?
-jasne- odpowiedzieliśmy.
'' Chyba że mnie zdradzasz i lubisz takie bliskie kontakty z glebą. Ale uważaj bo nie tylko ja mogę być zazdrosna. Gleba podobno jest w związku z trawą. Na twoim miejscu bym się opanowała z tą bliskością. '' ahahahhahahha kocham cie normalnie - V.
OdpowiedzUsuńo tak świetne !
OdpowiedzUsuń